Previous Next

Wygrywamy głową ale Warsztat Musi Być!

Bez odpowiedniej mocy nawet najmocniejsza głowa nie pomoże. Można gadać, można się zastanawiać ale w parze z dobrą głową musi iść dobra moc!

“Fundament”, słowo wręcz trochę nudne ale taka prawda. Jeden z chłopaków, których trenuję, stwierdził: “Skutecznie wyleczyłeś mnie z dywagacji i zbędnej teoretycznej "gadki" , trzeba robić swoje bardzo skrupulatnie i cierpliwie, a co chyba najważniejsze bardzo systematycznie...........”. 

Wygrałem kiedyś wyścig całkowicie z przypadku!

Kryterium uliczne na krótkiej, około 2 kilometrowej rundzie. Kryterium uliczne zwykle rozgrywane jest na punkty. Zawodnicy walczą o bonifikaty właśnie w postaci punktów co czwarte lub co piąte okrążenie (tak zwane tłuste okrążenia) gdzie zdobywa się kolejno 5,4,3,2,1 punktów w zależności od zajętego miejsca, a na pozostałych okrążeniach punktuje dwóch najszybszych zawodników 2,1 pkt.

We wspomnianym wyścigu punktowane “tłuste” miało być co piąte okrążenie. Tłusty finisz poprzedzony jest dzwonkiem, który zawodnicy słyszą okrążenie wcześniej mijając linię mety.

Na tym też wyścigu, na odprawie technicznej (na której mnie nie było), został zmieniony sposób rozgrywania tego wydarzenia i zamiast co piąte, zawodnicy mieli zdobywać tłuste punkty co cztery okrążenia (całkowita ilość 20-tu okrążeń pozostała bez zmian, było jedno “tłuste” ekstra). 

Podczas wyścigu uformowała się ucieczka. Trzech zawodników, w tym ja,  oderwało się od peletonu. Dwójka zawodników była ode mnie szybsza i na finiszowych okrążeniach systematycznie mnie objeżdżała, a ja mijałem linię mety na 2-3ciej pozycji. Punktowo  plasowalem się na trzecim miejscu właśnie. Nie liczyłem okrążeń, tylko dzwonki sędziego. Kiedy usłyszałem ostatni dzwonek postanowiłem zaatakować. Dwójka zawodników pozostała daleko z tyłu, a ja zmierzałem po ostatnie punkty tego wyścigu. Taki trochę symboliczny triumf na otarcie łez: ostatnie okrążenie moje!

Przejeżdżając samotnie linię mety okazało się, że do końca pozostały 4 okrążenia, o czym  dowiedziałem się z tablicy informacyjnej, którą wcześniej skutecznie omijałem wzrokiem! Zorientowałem się, że liczba okrążeń nie zmieniła się (20) ale ilość dzwonków zwiększyła się o jedno. Na “ostatnim okrążeniu” (które nie było ostatnim) dałem z siebie wszystko! Nie bardzo miałem siły, żeby kontynuować jazdę, ale tak szaleńczym atakiem całkowicie zniechęciłem rywali do dalszej pogoni. Miejskie uliczki, krótka runda działała na moją korzyść. Stracili mnie z oczu i odpuścili pogoń. Wszystkie punkty, które były jeszcze do zdobycia, były moje. Oczywiście nie byłem tak mocny jak można było pomyśleć śledząc rywalizację z boku.

Komplet punktów na ostatnich okrążeniach kosztował mnie sporo. Udało się zgarnąć wszystkie ostatnie punkty. Udało się też wygrać cały wyścig. Gdybym nie pomylił się w obliczeniach na pewno nie odważyłbym się na taki atak i wyścigu bym nie wygrał.

W tym przypadku warsztat okazał się odpowiednio dobry. Wszystko zależało od sposobu myślenia, rozegrania wyścigu, podjętego ryzyka i wiary we własne siły (której tutaj zabrakło ale nie zabrakło szczęścia).

Bez odpowiedniej głowy nawet największa moc nie pomoże.

W mojej historii “łeb” okazał się raczej słaby. A jak z Wasze głowy? Hamulec, czy mocna strona?